- 44
- Natomiast z rozmowy, którą odbyliśmy 14 lutego, czyli na cztery dni przed
powołaniem prezesa Montkiewicza na szefa PZU, pamiętam dość charakterystyczną
postawę, która mnie trochę zdziwiła. Że oto przychodzi prezes, który... kandydat na
prezesa, któremu zamierzam zakomunikować, że ? o czym zresztą już wiedział,
przychodząc ? że powierzę mu misję bycia szefem PZU, i właściwie rozmowa odbywa
się na takiej zasadzie, że ja tu mam swoją ekipę, nie zamierzam dyskutować o składzie
zarządu, to będą ludzie, których powołam i... znaczy stawia mi warunki, po prostu stawia
ministrowi skarbu warunki. Wiem, że wtedy do tego zespołu pan prezes Montkiewicz
zaprosił swoich współpracowników, chyba z Wojskowej Akademii Technicznej, wtedy
chyba to był jeden z wiceprezesów, o ile dobrze pamiętam, Głównego Urzędu
Statystycznego oraz osoba, z którą kiedyś pan prezes Montkiewicz współpracował w
firmie Ciech bodajże. Ale ja wiedząc, w jakim trybie została wyłoniona kandydatura pana
ministra... pana prezesa Montkiewicza na prezesa PZU, uznałem, że nie będę tu prowadził
sporu i narzucał swoich kandydatów. Po pierwsze, ich nie miałem. Po drugie, wydawało
mi się, że jeżeli ktoś się podejmuje takiego zadania, to musi mieć pewien komfort pracy z
zespołem, który akceptuje. Tyle z mojej strony.
Przewodniczący:
Bardzo... To samo w zasadzie pytanie, które powinienem skierować w pierwszym
rządzie do pana, ale kolejność alfabetyczna jest taka, jaka jest.
Proszę bardzo.
Pan Zdzisław Montkiewicz:
Przepraszam, ja już słuchając wypowiedzi pana ministra, nie bardzo mogę...
Przewodniczący:
Jeszcze raz powtarzam, bo w tym razie oczywiście ma pan prawo i można
zapomnieć. Powtarzam pytanie: Czy na świadka Zdzisława Montkiewicza wywierano
nacisk w tych sprawach, które dotyczyły obsadzania konkretnie stanowisk PZU SA i
PZU Życie? Ale to jest związane z obsadzaniem stanowisk... ludzi związanych z
Kancelarią Prawną KNS pana Kratiuka.
Pan Zdzisław Montkiewicz:
Potwierdzam, że w rozmowie z panem ministrem Kaczmarkiem padła kandydatura
pana Ireneusza Nawrockiego jako członka zarządu, przyszłego ewentualnego zarządu,
w którym mieliśmy razem pracować, odpowiedzialnego za zarządzanie aktywami. I
tylko to był jeden przypadek.