- 42
- przerwę, po opuszczeniu gabinetu... posiedzenia Rady Ministrów przez pana prezesa
Montkiewicza podszedłem i zapytałem pana prezesa Montkiewicza: Kto cię zaprosił ?
bo mieliśmy formułę na ty ? kto cię zaprosił na posiedzenie Rady Ministrów?
Usłyszałem odpowiedź kuriozalną, na takiej zasadzie: No, myślałem, że ty. Więc, no,
w świadomości jeszcze jestem wielkiej chyba, więc tak... Ja nie zapraszałem pana
prezesa Montkiewicza, ja nawet nie wiedziałem, że będzie obecny na Radzie
Ministrów. I to wzbudziło moje zdumienie, bo to nie była praktyka powszechna, aby
przedstawiciele korporacji, a przecież zajmowaliśmy się wieloma projektami... To
chyba był jeden z nielicznych wyjątków, kiedy prezes spółki był poproszony na
posiedzenie Rady Ministrów, kiedy była omawiana sprawa strategii prywatyzacyjnej,
czyli polityki właściciela. Prezes zarządu może być partnerem, ale nie może być
decydentem w tej sprawie. Nie on będzie decydował i określał reguły gry, jak ma
postąpić właściciel, czyli minister skarbu państwa, z prywatyzacją. To jest
kompetencja ministra skarbu państwa i rządu, a nie prezesa zarządu. Może oczywiście,
i należy wykorzystywać wiedzę, w kategoriach doradczych, eksperckich, ale nie w
kategoriach rozstrzygających. Więc udział dla mnie był pewnym zaskoczeniem. Nie
wiem, kto go zaprosił.
Przewodniczący:
Dziękuję bardzo.
Świadek Montkiewicz...
Pan Zdzisław Montkiewicz:
Otrzymałem telefon z kancelarii premiera od jednej z pracujących tam osób, że
mam się stawić na posiedzenie Rady Ministrów, i to było zaproszenie formalne.
Przewodniczący:
Co to była... Kto to był? Co to była za osoba?
Pan Zdzisław Montkiewicz:
Nie pamiętam nazwiska. To był urzędnik kancelarii premiera.
Przewodniczący:
A czy to ? to już nie do pana ministra Kaczmarka pytanie, bo to nie jego
bezpośrednio dotyczy, ale żeby wyjaśnić sprawę ? ale czy wcześniej, przed tym
posiedzeniem Rady Ministrów rozmawiał pan z prezesem Rady Ministrów Leszkiem
Millerem?