- 40
- pomiędzy umową podpisaną 2 grudnia ? i jeszcze raz podkreślam: bez wiedzy ministra
skarbu... Ta cała papierologia, która jest tam przedstawiona, to już jest po tym, jak
mleko się wylało, działanie niezgodne prezesa z kompetencją jego zostało ujawnione,
to wtedy zaczęło się tłumaczenie. To dzisiaj jest żaden argument w sprawie.
Tak że przykro mi, panie przewodniczący, ale pan prezes Montkiewicz albo udaje,
że nie wie, co podpisał, albo świadomie próbuje komisję wprowadzić w błąd.
Przewodniczący:
Czy pan coś w tej sprawie chciałby jeszcze na zasadzie repliki?
Pan Zdzisław Montkiewicz:
Podtrzymuję moje stanowisko w tej sprawie i nie będę wdawał się w polemikę na
temat ocen.
Przewodniczący:
Dziękuję.
Minister tutaj użył... świadek użył takiego określenia ?grupa hakowa?. To bardzo
mocno brzmiało i bardzo mocno brzmi dla komisji. Jaki był zakres działania tejże
grupy hakowej? Co ona miała na celu? Kto wchodził w jej skład? Kto stanowił takiego
swoistego ojca chrzestnego, Dona Corleone w tej całej sprawie?
Pan Wiesław Kaczmarek:
Miałbym kłopot z tym Corleone. Natomiast to nie jest rzecz nowa, panie pośle. Ja
o tej sprawie mówiłem w czasie zeznań przed komisją w sprawie Orlenu. Określenia
tej grupy były różne, a ostatnie, które słyszałem, to tzw. egzekutywa łódzka.
Natomiast ja myślę, że panie pośle, warto sięgnąć do wybitnej literatury politycznej,
jakim jest dzieło pana Mariusza Łapińskiego ?Walka z sitwą?, czy jak to się nazywa,
nie chcę robić reklamy tej książki, ale to jest właściwie taki donos na samego siebie,
no. Ja z tej książki dowiedziałem się, że poza rządem była jeszcze grupa osób, która
się spotykała, zastanawiała, oceniała, analizowała. Tak jak powiedziałem, z tej książki
się dowiedziałem, że obecność właśnie pana prezesa Montkiewicza na Radzie
Ministrów przy referowaniu sprawy PZU zawdzięczam temu, że inny członek rządu,
pan Mariusz Łapiński, pokazał mu dokumenty, które były przygotowywane na rząd, w
sprawie PZU. I tylko dlatego pan prezes Montkiewicz znalazł się na Radzie
Ministrów. To w końcu pan Mariusz Łapiński wymienia nazwiska pana
Pruszyńskiego, Woźniakowskiego i paru innych osób, które właśnie się spotykały,
oceniały, analizowały i kreowały. To było takie, no, działanie destrukcyjne, pewnie